Friday, February 13

Matki-Ekspatki: 7 zaskakujących rzeczy w macierzyństwie w Bułgarii

Ta historia dźwięczała mi w sercu przez dłuższy czas. Piękna i poruszająca opowieść o niezłomnej kobiecie, a nawet dwóch! Malwinę poznałam wirtualnie przez Klub Polki na Obczyźnie i od samego początku śledzę jej bloga "Tymczasem w Bułgarii" z ogromnym zaciekawieniem.

Uwielbiam słowiańskie klimaty, a tym bardziej te południowe. Ciekawostki, które przytoczyła Malwina były dla mnie bardzo zaskakujące, aż chciałoby się jeszcze pociągnąć Malwinę za język i przy dobrej herbacie i jednym z jej fenomenalnych wypieków wypytać o więcej.

Macierzyństwo Malwiny jest od początku wyjątkowe, choć rozpoczęło się od ogromnego wyzwania. Nasza bohaterka jest n a p r a w d ę Bohaterką. Przez największe "B". Z resztą - przeczytajcie sami.


Na razie tekst jest tylko w języku polskim, ale jak tylko będę mieć chwilę to usiądę do tłumaczenia na angielski. Jestem właśnie jedną nogą spakowana na krótki wyjazd do Polski i poza klasycznym Reisefieber cały czas jest jeszcze coś do załatwienia co nie może poczekać. Jak na złość!

Zdjęcie wykorzystane do stworzenia grafiki "7 zaskakujących rzeczy w macierzyństwie w Bułgarii" wykonane w bułgarskim Pirin 2004 roku, autorstwa Donalda Judge, na licencji Creative Commons. 


Moje macierzyństwo nie tak miało wyglądać. Miałam być niezależna. Miałam tylko z mężem dzielić opiekę nad noworodkiem. Miałam w głowie zakodowane, że wszystko będę umiała robić sama, na wszystko znajdę siły i sobie poradzę. Nie poradziłam sobie sama. Nie miałam sił. Tydzień po przedwczesnym porodzie okazało się, że choruję na raka jajnika. Wiadomość ta spadła na mnie i na mojego męża jak grom z jasnego nieba.







Moje macierzyństwo rozpoczęło się na równi z moją walką o życie. Było trudno, cholernie trudno.

Nazywam się Malwina. Mieszkam w Bułgarii razem z moim mężem i 20-miesięczną córką Kaliną. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza. 



W bałkańskie strony przywiodła mnie miłość. Po prostu. Nie kierowała mną chęć poznania świata, nie szukałam pracy za granicą, nie wyjechałam do Bułgarii odpoczywać na plaży.
Znalazłam się tu  z jedynego powodu, który zmusił mnie do emigracji – zakochałam się. I choć w krótkim czasie zdążyliśmy z mężem dźwigać razem straszliwe problemy, to zdaje się, że nadal tkwimy w jakiejś cudownej bajce, w której czego, jak czego, ale miłości nie brakuje! Szaleję za tym moim Bułgarem i jestem mu wdzięczna, za ten skarb w postaci naszego dziecka.

Kiedy urodziła się Kalina, było nam bardzo trudno. Ja regularnie jeździłam do szpitala, a Kalina zostawała wówczas pod opieką taty. Teściowa z początku trochę nam pomagała, ale na zbytnią ingerencję kategorycznie jej zabraniałam. Dlaczego? Bo jestem uparta. Bo miałam przecież być niezależna i sobie radzić. Wychodziłam więc z siebie, by móc dobrze zajmować się dzieckiem, pomimo całego zła, które mnie spotkało.

Nie chciałam także wprowadzać w opiekę nad Kaliną bułgarskich metod, bo niektóre z nich przyprawiały mnie o zawrót głowy. 

Bułgaria jest krajem niezwykle zabobonnym i jest całe mnóstwo przeróżnych rzeczy, których z niewiadomych przyczyn robić nie wolno. Mój mąż jest nietypowym Bułgarem (na szczęście!) i wcale nie jest przesądny. Nie wymagał ode mnie nigdy, abym cokolwiek robiła w poniższej listy rozmaitości w opiece nad dzieckiem.

1. 
Gdy dziecko przychodzi na świat, przez 40 dni od urodzenia nie można go pokazywać osobom spoza rodziny. Znaczy to tyle, ze gdy rodzice przywożą dziecko ze szpitala do domu, mogą liczyć na święty spokój. Nikt z pewnością przez 40 dni nie będzie składał im wizyt, dzięki czemu rodzina może nacieszyć się sobą. W tym czasie nie można także wychodzić z dzieckiem na spacery. Młodzi rodzice również na facebooku nie pokazują i nie chwalą się, że powiększyli rodzinę przez 40 dni. Po 40 dniach zaprasza się chętnych gości do siebie, by pokazać zainteresowanym dziecko. My tej zasady nie przestrzegliśmy, bo nasza córka spędziła dokładnie 40 dni po urodzeniu w szpitalu.




2. Na rączce maleńkiego dziecka KONIECZNIE musi być przewiązana czerwona niteczka. Jej zadaniem jest uziemienie złych emocji. Szczerze? Nie widziałam chyba w Bułgarii jeszcze maleńkiego dziecka bez takiej przewiązki na ręce. Poza moim, oczywiście ;)



3. Starsze kobiety są stukrotnie razy bardziej zabobonne, niż młode mamy, toteż miewają czasem pomysły rodem z piekła. Babcia mojego męża na przykład uważa, ze powinnam przemywać dziecku oczy wodą za każdym razem gdy idzie spać i gdy się budzi.  Tylko w ten sposób ochronię dziecko przed złymi ludźmi, których straszliwe moce tkwią w oczach. Według wierzeń starszego pokolenia istnieją na świecie ludzie o tak zwanych „złych oczach”, którzy samym spojrzeniem mogą kogoś skrzywdzić.




4. Kąpiel noworodków odbywa się tu w powietrzu. Zupełnie tak, jakby się myło dziecko pod kranem, tyle że robi się to nad dziecięcą wanienką. W ogóle nie ma mowy o przyjemnym leżakowaniu w wannie i tak błogo kąpią się dopiero większe dzieci. Ja uparcie kąpałam Kalinę na leżąco, z podłożoną specjalną gąbką w wannie, śpiewałam jej, chlapałam wodą i… uchodziłam tu za wariatkę.

5. Podobnie rzecz ma się jeśli chodzi o pielęgnację dziecka. Po umyciu niemowlaka przeznaczonym do tego dziecięcym szamponem, spłukuje się pianę z dziecka specjalnym wywarem z ziół, który ma dezynfekować dziecko i zapobiegać powstawaniu potówek i innych dolegliwości skórnych niemowlaka.

6. Cały bułgarski naród zgodnie twierdzi, że maleństwo karmić należy naturalnym mlekiem matki, a kobieta, która karmi mlekiem modyfikowanym czuje się gorsza i może w pewnym sensie być tak postrzegana. Ja nie miałam wyboru i karmiłam Kalinę wyłącznie mlekiem w proszku, właśnie ze względu na moje leczenie. Zawsze słyszałam wtedy „Biedne dziecko, biedne… matka go nie karmi piersią, biedne dziecko…”





7. Kiedy nieco większe dziecko zaczyna samodzielnie stawiać pierwsze kroki, wówczas na jego cześć wyprawia się imprezę o nazwie prestapulka. Mama powinna upiec, bądź zamówić w piekarni specjalną pitę na te okazję i częstować nią najbliższe osoby. Powinna przy tym chwalić się, że jej dziecko może już samo chodzić, a obdarowaniu wręczają dziecku symboliczny pieniążek. Należy koniecznie poczęstować pitą jakieś starsze dziecko, które może już chodzić pewnym krokiem, by i nasze w ten magiczny sposób nabrało śmiałości i umiejętności pewnego chodu. Tego dnia organizuje się dziecku zabawę, jaka znana jest w Polsce z okazji 1. urodzin dziecka. Chodzi o wyłożenie różnych przedmiotów i ten przedmiot, po który dziecko sięgnie, powie coś o jego przyszłości. 

Tych przykładów związanych z opieką nad dzieckiem mogłabym mnożyć i troić. Sama jestem ciekawa, co jeszcze mnie tu spotka na mojej macierzyńskiej drodze. Jak Bułgaria mnie zadziwi, z czego znowu będę mogła pod nosem się uśmiechnąć, a może czegoś się od Bułgarów nauczę. Pożyjemy, zobaczymy. Jedno wiem na pewno, że wraz z tym, jak moje dziecko rośnie, będę jeszcze nie raz zaskoczona. Na nudę się nie zapowiada!




11 comments:

  1. Kciuki za mame bohaterke! Duzo wytrwalosci!
    Zabobony sa straszno - smieszne :/

    ReplyDelete
  2. Przejmująca historia! Masz rację, prawdziwa z Malwiny Bohaterka! Co do zabobonów.... szlag by mnie chyba trafił gdyby mi się tak do dziecka wtrącali ;)

    ReplyDelete
  3. Czytam bloga Malwiny już od jakiegoś czasu, ale nigdy do mnie nie dotarły szczegóły jej historii... Co za kobieta! A poza tym zgadzam się z wczesnijeszymi komentarzami: zabobony śmieszno-straszne!

    ReplyDelete
  4. Trochę uśmiałam się czytając o tych wszystkich zabobonach.
    Ciekawe co by powiedzieli, że jeszcze żyje mi się całkiem dobrze, a właściwie nic z tego moi rodzice nie robili. :)

    ReplyDelete
  5. Dziękuję za tak piękny wstęp :) Bardzo mi się zrobiło miło... No a moja historia.... Cóż, tak miało być...

    ReplyDelete
  6. :) :) ;) Byłabyś na pewno fenomenem wśród bułgarskich kobiet po 60-ce, bo te najczęściej miewają dziwne racje.

    ReplyDelete
  7. Dokładnie taki sam komentarz miałam zamiar napisać ... Ciepłe myśli dla Malwiny i całej rodziny

    ReplyDelete
  8. PIękny tekst!
    coś mi się pokiełbasiło i nie znalazłam sekcji komentarzy pod spodem (chyba nie przywykłam jeszcze do disqsa)


    Zabobony bułgarskie mnie zaszokowały, jakoś tak cygańsko mi zajechało. W Pakistanie sporo takich bardzo podobnych, o czerwonym sznureczku też słyszałam...


    Pozdrawiam!

    ReplyDelete

Disqus for The Moon Mom