Friday, June 27

Chilling Sightseeing // Leniwe zwiedzanie

My mom arrived to Berlin and I can feel like I am a child back again. She even buys me ice creams. 

There are these rare moments when you can feel like a care-free tourist in your own city. Sun, light ice coffee in the morning and strolling down the streets slowly. We went to Prenzlauer Berg - first amazing Tom Kha soup at Lemongrass on Schwedter Straße. Then we were walking down picturesque Choriner Straße (love the garlands between the building and it's green cosiness) and turned into Kastanienallee to beer garden Prater for a traditional Berlin green beer.


Moja mama przyjechała to Berlina i mogę znów poczuć się jak dziecko. Nawet kupuje mi lody.

To rzadkie momenty kiedy mogę się poczuć jak beztroski turysta w swoim własnym mieście. Słońce, lekka mrożona kawa rano i powolne spacery. Wybrałyśmy się z mamą na Prenzlauer Berg na przepyszną zupę Tom Kha do Lemongrass na Schwedter Straße. Potem szłyśmy malowniczą Choriner Straße (uwielbiam te girlandy zawieszone między budynkami i przytulność), a na końcu skręciłyśmy w Kastanienallee która doprowadziła nas do ogródka piwnego Prater - na tradycyjne zielone berlińskie piwo. 



Choriner Straße, Berlin

Choriner Straße, Berlin



  

Wednesday, June 25

12 best pregnancy movies // 12 najlepszych filmów ciążowych



I have to admit it. I am addicted to pregnancy-related movies - documentaries, reality TV in series, home birth stories, comedies, or even medical 3D animations... Yes, I know - it does not seem 'normal', but it's not less normal than crying when you see a cute puppy on TV. 
Muszę powiedzieć to głośno. Jestem uzależniona od filmów związanych z ciążą - dokumentów, reality TV, seriali, video z porodów domowych, komedii... a nawet medycznych animacji 3D... 
Tak tak - wiem - to nie wygląda na zbyt 'normalne', ale czy napływające do oczu łzy na widok szczeniaczka w telewizji są bardziej normalne? Nie sądzę. 

Monday, June 23

Happy Father's Day Poland!




English: 
(polska wersja tekstu znajduje się pod angielską)

'Multiculti' family is not only a language challenge ("Kochanie, I'm gonna cook haricot verts today, ok?") but most of all it's an logistic challenge!

Today is 23 June, so in Poland we celebrate Father's Day (along with us people in Nicaragua and Pitcairn) !

Nico got a kiss as a soon-to-be-dad, smiled and said that the Father's Day in France is on a different date...

So I checked. 


I didn't expect so many complications with simple Father's Day
In Poland Dzień Ojca is today - 23 June. 
In France Fête des pères is a bit earlier - on 15 June. 
In Germany... there is none! 
You wish your Dad all the best on Christi Himmelfahrt (if you remember when it's occurring this year**). This is sometimes called Männertag or Herrentag. Usually it's just about men going 'into the nature' and drink beer.  
**here the system explaining on which day does it occur is more complicated that offside in football, so just google it: "christi himmelfahrt 2015"...

Just out of curiosity I checked how it is with other family-related celebrations... and it just gets worse.
There is no Children's Day! Westerners treat is as a Soviet tradition and simply don't do such silly stuff. Ach, so many lost cotton candies memories...


Polski:
(if you don't get a thing out of the random bunch of letters blow, please scroll up for the English text version)

Multikulturowa rodzina to nie tylko wyzwanie językowe ("Kochanie, I'm gonna cook haricot verts today, ok?"), ale przede wszystkim wyzwanie organizacyjne!

Dziś jest 23 czerwca więc obchodzimy w Polsce Dzień Ojca (a razem z nami na przykład Nikaragua i Pitcairn) !

Nico dostał buziaka jako przyszły tata ale powiedział, że we Francji Dzień Ojca przypada w inny dzień... 

Sprawdziłam. 

Nie spodziewałam się po zwykłym Dniu Ojca takich komplikacji. 
W Polsce to właśnie dziś - 23 czerwca.
We Francji Fête des pères jest 15 czerwca. 
W Niemczech... Dnia Ojca po prostu nie ma! Ojcu składa się życzenia w Dzień Mężczyzny (Männertag lub Herrentag) - jeśli się będzie pamiętało, że to właśnie przypada w Christi Himmelfahrt**, i jeśli się uda nam dodzwonić. W tym dniu bowiem mężczyźni niemieccy mają w zwyczaju umawiać się na męskie wypady "w naturę" aby popijać piwko lub inne alkohole. 
** tutaj system wskazujący na dany dzień jest bardziej skomplikowany niż wytłumaczenie na czym polega spalony, sugeruję więc zawsze wpisać w google "christi himmelfahrt 2015"...


Z ciekawości sprawdziłam np. jak jest z innymi świętami i... dalej jest już tylko gorzej.
Dzień Dziecka to sowiecki pomysł i ani Niemcy ani Francuzi po prostu czegoś takiego nie obchodzą. Ach, tyle niezjedzonych wat curkowych... 

Sunday, June 22

3... 2... 1... Start!



English text version: 
(polska wersja tekstu znajduje się pod angielską)

There is a saying that the beginning is always the hardest. Let's have it done then. 
Usually it's good to say hello and introduce yourself?  

My name is Aleksandra and I haven't been drinking since nearly 9 months... (It could as well start like that, wouldn't it...?)

To be serious, I'm just pregnant. I have last 5 weeks of carrying my genetic half-copy under my heart. Or on my bladder. 

Yes, it's definitely on my bladder.


I'm 28 and I live on Kreuzberg in Berlin (Germany) with my French boyfriend. I'm Polish so we have constant mix of 4 languages and three cultures at home. That's pretty cool, although sometimes funny or hard. 


On the scale from 'eco-mom' to 'overprotective housewife' I'm probably somewhere in the middle - I am equally passionate about 'Hypnobirthing. The Mongan Method' as I am about pinning another tulle curtain tutorial*.


I feel that there is something super extraordinary happening right now in my life. Something that needs to be written down, preserved and cataloged. Perhaps it's 'nesting syndrome' in the Internet era? 

I have to also allow the though that it's just strictly egoistic need of expressing myself even if no one is listening (or interested). It's way much better to do it this way (paper endures all, doesn't it?) that talking to yourself on the street, no...?)

*I always had a problem how to clearly classify myself to any group or subculture - even in primary school I was listening to Spice Girls with same pleasure as to Nirvana...  



Polska wersja tekstu:
(if you don't get a thing out of the random bunch of letters blow, please scroll up for the English text version)

Podobno początki są najtrudniejsze. Miejmy więc go jak najszybciej za sobą. Na początku chyba wypada się przywitać i powiedzieć coś o sobie? 

Nazywam się Aleksandra i od prawie 9 miesięcy nie piję... (To mogłoby się równie dobrze zacząć w ten sposób, prawda...?)

Tak naprawdę, to po prostu jestem w ciąży. Zostało mi ostatnie 5 tygodni noszenia mojej genetycznej pół-kopii pod sercem. A właściwie na pęcherzu. Tak, stanowczo jest to właśnie na pęcherzu... 


Mam 28 lat, mieszkam na Kreuzbergu w Berlinie z moim francuskim chłopakiem. Jestem Polką, więc nasze życie to codzienny misz-masz 4 języków i trzech kultur. Zazwyczaj to całkiem fajne, czasem zabawne a czasem po prostu problematyczne.

W skali "eko-mama" a "matka Polka" plasuję się chyba gdzieś po środku - z taką samą ciekawością sięgam po 'Hypnobirthing. The Mongan Method' jak i przypinam kolejne tutoriale pokazujące jak uszyć tiulowe zasłonki*. 

Czuję, że w moim życiu dzieje się coś bardzo, bardzo ważnego. Coś co potrzebuje być zapisane, utrwalone i skatalogowane. Może to jest syndrom "wicia gniazda" w erze Internetu? 

Dopuszczam też możliwość, że może to być też egoistyczna potrzeba wyrażenia siebie, nawet jeśli nikt nie słucha. (O ile lepiej jest robić to na e-papierze, który "przyjmie wszystko", niż gadać samemu do siebie na ulicy, nie...? ). 

Zawsze miałam problem aby jednoznacznie móc przypisać się do jakiejkolwiek grupy lub subkultury - już w 2 klasie podstawówki słuchałam Spice Girls z taką samą pasją jak Nirvany...

Disqus for The Moon Mom